Nasz blogowy debiut

Witam serdecznie każdego kto przyszedł nas odwiedzić. Postaram się Was nie zanudzić wypocinami które tutaj możecie znaleźć, więc może przejdźmy może już do meritum.
Może trochę przesadziłam z tym debiutem, bo kiedyś już prowadziłam bloga który był związany z moim poprzednim psem... Ale to było dawno i nieprawda. Od tamtego "bloga" minęło chyba z 5 lat więc w sumie, można nazwać to debiutem. Jak myślicie?

No tak. Przecież się jeszcze nie przedstawiliśmy. Jako, że jest to blog poświęcony Maxowi, on ma pierwszeństwo by się pokazać pierwszy. Ciężko jest mi w sumie określić do jakiej rasy Max jest podobny. I nie chodzi mi wyłącznie o wygląd a bardziej o charakter. Bo jak pies wygląda każdy widzi.

 Ale może od początku. W tym psie bez wątpienia płynie krew po huskym (wątpliwego czystego pochodzenia) co można od razu wywnioskować po kolorze jego oczu, a każdy kto potrafi odróżnić husky od malamuta zauważy również, że struktura futra jest taka jak u huskiego. No. I na tym kończy się podobieństwo do tej rasy.
Może krótko przedstawię rodziców.

Po lewej mamuśka po prawej tatulek. (Tak przy okazji, jeśli ktoś z was potrafi określić do jakiej rasy podobny jest tatko niech da znać w komentarzu bo ja nie jestem w stanie). Na szczęście Max nie odziedziczył cech typowych dla Syberianów. Nie ucieka, bardzo chętnie współpracuje z człowiekiem i nie jest takim wulkanem energii jak rasowy husky. Jak każdy pies lubi biegać, spacerować może dłużej niż przeciętny pies, nie męczy się zbyt szybko ale nie dostaje świra kiedy nic nie robimy, nie demoluje domu z nudów i nie ma nic przeciwko leniuchowaniu w deszczowy, brzydki dzień. Nie ukrywam, że problemem jest to, że dosyć szybko traci zainteresowanie zabawkami i nie bardzo umie się szarpać + ma dosyć słaby chwyt. Pracujemy nad tym. Jest na pewno lepiej, niż za szczenięcych czasów.

Na chwilę obecną mocno pracujemy nad posłuszeństwem. Od krótkiego czasu biegamy jak nie jest za gorąco i amatorsko próbujemy frisbee. Byliśmy na jednym treningu agility i na jesień/zimę planuję trenować częściej bo oboje się wkręciliśmy.

Kilka słów o mnie. Mam na imię Vanessa. We wrzseśniu stuknie mi 20 lat (matko, kiedy to zleciało). Ukończyłam technikum hodowli koni i od września idę na zaoczną weterynarię. W planach mam wiele kursów które chciałabym ukończyć i na nich opierać swoje przyszłe życie. Instruktor jazdy konnej, kowal, groomer, behawiorysta. W sumie wszystko co jest tylko związane z psami i końmi chciałabym mieć zaliczone. Od przyszłego roku będę w stanie już zacząć realizować swoje plany bo zanim zacznę muszę się jeszcze dorobić własnego samochodu. Nie chcę się zabytnio rozpisywać o sobie więc tyle chyba starczy.
Bardzo dziękuję za uwagę. Jeśli macie jakieś "ale" to proszę śmiało pisać. Postaram się to poprawić.












Komentarze

  1. Witajcie :D piękny ten Max, czekamy na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, wiem, że powinnam napisać, że Max jest piekny i słodki oraz, że życzę Ci powodzenia w blogowaniu, ale nie mogę, bo mnie strasznie zaintrygował ten kowal! Co trzeba zrobić (jaki kurs ukończyć, ile on trwa, etc.) żeby zostać kowalem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm. Nigdzie nie napisałam, że oczekuję ochów i achów na punkcie psa, więc nie wiem za co przepraszasz. Co do kowala. Sprawa wygląda tak, że niby gdzieś są te kursy (jeszcze się zbyt dogłębnie tematem nie interesowałam, więc nie wiem gdzie) ale właściwie są one mało potrzebne do wykonywania zawodu. Najlepiej będzie jak będziesz podglądać pracę różnych kowali, jak strugają i jak kują. I zatrudnić się u jakiegoś kowala do trzymania nóg. Wtedy wszystko widzisz i kowal tłumaczy co i jak. Studiowanie końskich nóg swoją drogą. Choroby kopyt itp. Do tego najlepiej trenować na kopytach po koniach z rzeźni. Zwykle są zaniedbane więc jest na czym trenować. Oczywiście pod okiem kogoś kto się na tym zna

      Usuń

Prześlij komentarz